Wybierz język:
Gród Byczyna Panorama miasta Byczyna

sisms.png

 

Fotorelacja

loga copy.jpeg

30 czerwca rozpoczęła się realizacja historycznego projektu pn: „Przemarsz chorągwi rycerskiej z taborami na miejsce bitwy pod Grunwaldem”. Przedsięwzięcie to jest współfinansowane z Funduszu Mikroprojektów Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Republika Czeska – Rzeczpospolita Polska w Euroregionie Pradziad i z budżetu państwa oraz budżetu gminy Byczyna.

Ostatniego dnia czerwca rycerstwo wyruszyło w długą drogę z miasta Zlate Hory w Czechach. Uczestników wyprawy pożegnał starosta Zlatych Hor, który pożyczył im szczęśliwej podróży i wręczył Andrzejowi Kościukowi, namiestnikowi Opolskiego Bractwa Rycerskiego drobny upominek na drogę.

Tabor podążał z Czech do Byczyny. 2 lipca brać rycerska wjechała konno i wozami do naszego miasteczka. Przejeżdżających uliczkami byczyńskiego Rynku rycerzy witali gorąco mieszkańcy miasta oraz burmistrz Byczyny. Włodarz miasta wyprawił rycerstwo życząc mu szerokiej i bezpiecznej drogi. W celu zapobieżenia przeszkodom, jakie mogą spotkać rycerzy podczas tak długiej trasy, burmistrz podarował im sakiewki ze słodkimi pieniędzmi, które umożliwią im wykupienie się przed rabusiami. Póki, co jeszcze nikt ich nie napadł.

Prosto z Byczyny tabor podążał do Wielunia, a stamtąd do Złoczewa. Burmistrz Złoczewa przywitał strudzonych drogą wędrowców chlebem i solą. Mimo padającego deszczu na trasie panuje ciepła i przyjazna atmosfera. Ludzie są bardzo otwarci i serdecznie przyjmują podróżnych. Nie odmawiają rycerzom pomocy. Częstują ich jadłem i napitkiem, poją i karmią konie. Użyczają im także swoich łąk na rozbicie obozowiska i odpoczynek.

Według Andrzeja Kościuka, przywódcy rycerskiego orszaku wszystko przebiega jak należy, konie sprawują się dobrze, uczestnicy mimo zmęczenia są uśmiechnięci, a na trasie nie pojawiają się przeszkody, które uniemożliwiłyby im przemarsz.

 


Oto linki stron, na których pojawiła się informacja bądź fotorelacja z przedsięwzięcia pt: "Przemarsz choragwi rycerskiej z taborami na miejsce bitwy pod Grunwaldem", które było współfinansowane z Funduszu Mikroprojektów Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Republika Czeska – Rzeczpospolita Polska w Euroregionie Pradziad i z budżetu państwa oraz budżetu gminy Byczyna:

 

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090312/POWIAT01/430084855

 

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090702/POWIAT09/373478759

 

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090709/POWIAT09/490076281

 

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090715/POWIAT09/432682973

 

http://bazagmin.pl/bip_zloczew/wiadomosci/91374/4/przemarsz_choragwi_rycerskiej_z_taborami_na_grunwald_____3_lipca

 

http://bazagmin.pl/bip_zloczew/wiadomosci/91988/3/przemarsz_

 

http://www.druzynaibr.pl/gal_przemarsz.htm

 

http://sieradz.naszemiasto.pl/wydarzenia/1020286.html

 

http://www.zoosafari.com.pl/forum/viewtopic.php?f=5&t=70

 

http://www.polskatimes.pl/dzienniklodzki/aktualnosci/138678,leczyca-w-drodze-pod-grunwald,id,t.html

 

http://poddebice.net.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=597&mode=thread&order=0&thold=0

 

http://www.gabin.pl/news.php?news=old

 

http://www.gabin.pl/print.php?what=news&id=465

 

http://topoddebice.pl/news/Przemarsz_Choragwi_Rycerskiej.html

 

http://www.risy.cz/index.php?pid=510&id_p=30257&kraj=13&language=cz

 

http://www.gmina.poddebice.pl/aktualnosc_tresc/642/

 

http://kutno.net.pl/?strona=archiwum&id=12430

 

http://www.nasze.fm/index.php?a=news&b=1109

 

http://poddebice.net.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=597&mode=thread&order=0&thold=0

 

http://www.youtube.com/watch?v=6BEmIl5RDIM

 

http://www.youtube.com/watch?v=JGuWakGrzHQ

 

http://www.zamek.leczyca.pl/strony/2009/WyprawaNaGrunwald.html

 

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/choragiew_rycerska_zatrzymala_sie_w_kutnie_w_drodze_pod_102978.html

 

http://www.radiovictoria.pl/serwis/index.php?id=295&idd=1909

 

http://www.uslugidzwigowe.warszawa.pl/2009/07/08/choragiew-rycerska-zatrzymala-sie-w-kutnie-w-drodze-pod-grunwald/

 

http://www.powiatkutno.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=5309&mode=thread&order=0&thold=0

 

http://www.chojnowska.e-informator.pl/artykul/934-w_siodle_na_grunwald.html

 

Grunwald

http://www.tvp.pl/tvphistoria/

 

http://www.tvp.pl/historia/rocznice-i-wydarzenia/grunwald-1410/wideo/grunwald-2009-bogurodzica

 

http://www.tvp.pl/historia/aktualnosci/relacja-na-zywo-bitwy-pod-grunwaldem-ad-2009-w-tvp-historia-i-tvppl

 


14 lipca 2009 r. Grunwald

Rycerstwo podąrzające na inscenizację bitwy pod Grunwaldem dotarło na pola historycznego miejsca bitwy.

  20090716261.jpeg 20090716263.jpeg 20090716267.jpeg 20090716268.jpeg 20090716269.jpeg 20090716271.jpeg 20090716272.jpeg 20090716279.jpeg


 10 - 13 lipca 2009 r. Szczutowo

Przejechaliśmy ponad 40 km, aby dojechać do Szczutowa. Nieważne, że kilka kilometrów nadrobiliśmy, ponieważ trzydniowy postój w lesie nad jeziorem urszulewskim przekonał wszystkich, że warto tu przyjechać. Zresztą o trzech dniach popasu każdy marzył. Do ośrodka wypoczynkowego przybyliśmy w piątek wieczorem. Obozowisko postawiliśmy bardzo szybko, odgrodziliśmy się również od ciekawskich turystów i poszliśmy spać. W sobotę trochę laby, pranie, strzelanie z łuku, rzuty nożem, treningi, naprawa usterek w stroju, ekwipunku koni i uzbrojeniu oraz przygotowania do popołudniowego pokazu. Po południu zrobiliśmy sobie wreszcie grupowe zdjęcie.

O godz. 17.00 wyruszyliśmy w orszaku na plażę, gdzie miało się odbyć uroczyste powitanie przez sekretarza gminy Szczutowo - Dariusza Lazarowskiego i prezesa Stowarzyszenia Użytkowników Działek Letniskowych w Szczutowie - Krzysztofa Wiśniewskiego. Powitał nas również gospodarz ośrodka - Marek Gajdka (Usługi Turystyczne Szczutowo). Dzieci w odświętnych strojach złożyły na ręce Efendiego sól i chleb oraz książeczkę o okolicznych legendach i proporzec. Zbrojni wykonali pokaz walk, Kacper Groń zrobił profesjonalny i dynamiczny pokaz fechtunku, Jarek Zubelewicz pokazał, jak się strzela z łuku, natomiast Robert Rozwód wykonał ponownie pokaz kaskaderki konnej. Na koniec każdy chętny mógł spróbować strzelać z łuku pod okiem Jarasa i Jerzyka. W niedzielę każdy zabrał się za przygotowania do wjazdu na Grunwald. Odbyło się zbiorowe pranie kropierzy i kompletowanie uzbrojenia.

Po południu do obozu zawitał Krzysztof Górecki - organizator „Dni Grunwaldu”, aby omówić przebieg bitwy i zasady uczestnictwa w inscenizacji. Przez cały ten czas mieliśmy okazję wypocząć, dobrze zjeść (posiłki ufundował Urząd Gminy Szczutowo) oraz wykąpać się w jeziorze. Kasztelan Franciszek poczuł się już lepiej, zaczął pojawiać się w obozie o lasce i żartować.

W poniedziałek o 10.00 rano odbyła się msza polowa na terenie naszego obozowiska
i pobłogosławieni przez księdza z tutejszej parafii ruszyliśmy w dalszą drogę. Zostało nam już niecałe 100 km.
 

20090710227.jpeg 20090715257.jpeg


9 lipca 2009 r. przejazd przez Płock, Ciachcin

Dzisiaj czekała nas przeprawa przez Płock. Efendi obawiał się jej najbardziej, gdyż było to jak dotychczas największe miasto na naszej trasie. Jednakże, dzięki uprzejmości tutejszych władz, Straży Miejskiej i Policji, mogliśmy przejechać w godzinę miasto bez większych kłopotów, nie zwracając uwagi na czerwone światła w sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach. Ciekawym przeżyciem był przejazd przez nowy most na Wiśle, który przekraczaliśmy ok. godz. 13.00. Na szczęście nie było na nim żadnych korków. Późnym popołudniem przybyliśmy do Ciachcina. Miejsce może mniej urokliwe, bo obok cmentarza, ale bardzo gościnnie przyjęli nas pobliscy
gospodarze - Bożena i Andrzej Woźniakowie z wnuczką Oliwią, prowadzący prywatną stadninę koni huculskich. Trochę popadało, było chłodno. Zachorzał nam kasztelan inowłodzki - Franciszek, który dostał wysokiej gorączki i odnowiła mu się róża na nodze. Może jutro będzie lepszy dzień. W końcu jedziemy nad jeziorko.

 

20090709221.jpeg most w płocku.jpeg plock.jpeg plock3.jpeg

plock1.jpeg plock5.jpeg ciachcin.jpeg

 


8 lipca 2009 r. Gąbin

Tego dnia z powodu nocnego, nieprzewidzianego huraganu i ulewy nasz wyjazd opóźnił się o kilka godzin. Wyruszyliśmy z Kutna totalnie przemoczeni i zmęczeni ok. godz. 12.00. Pilotowała nas policja. Niestety na trasie ponownie lunął deszcz i wiał nieprzyjemny chłodny wiatr. Jeźdźcy przemoczeni do suchej nitki mieli do przejechania w ulewie ok. 34 km. Dzisiejszy etap przemarszu można nazwać najbardziej nieprzyjemnym podczas dotychczasowej wyprawy, ze względu na niekorzystną pogodę.

Na szczęście przed tabliczką „Gąbin” przestało lać i trochę się rozpogodziło, dlatego też mogliśmy się przygotować i ogarnąć przed wjazdem do miasta.

Na drodze wjazdowej zaopiekowała się nami straż pożarna i policja, które pilotowały nas w stronę Rynku. Naprzeciw nam wyjechali również jeźdźcy ze Szwadronu Kawalerii Ochotniczych Straży Pożarnych z Gąbina. Byli to: Adam Jankowski, Leszek Fortuński, Monika Fortuńska, Andrzej Żabka (ofiarował nam również siano dla koni) i Joanna Marciniak.

Na Rynku czekała nas wielka niespodzianka. Na tronach siedzieli król i królowa, którzy powitali nas chlebem i solą. Zaciekawienie mieszkańców było duże. Wszyscy otrzymali od nas plakaty i foldery.

Potem udaliśmy się na teren stadionu miejskiego, na którym rozbiliśmy obozowisko i zaczęliśmy suszyć wszystko, co się dało.

W Gąbinie gościliśmy dzięki uprzejmości burmistrza Krzysztofa Jadczaka oraz dyrektora Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury – Cezarego Nyckowskiego.

  20090708210.jpeg

 


7 lipca 2009 r. Kutno

Do Kutna przybyliśmy około godz. 15.00. Na Rynku uroczyście nas przywitano i skierowano na teren basenu miejskiego. Było to dla nas wielkie zbawienie, gdyż mogliśmy się wykąpać w zimnej wodzi,e po ciężkiej jeździe w upale. Po oporządzeniu koni czekał już na nas pyszny i syty obiad, ufundowany przez Urząd Miasta. W Kutnie przyjął nas bardzo gościnnie prezydent Zbigniew Burzyński i wiceprezydent Zbigniew Wdowiak oraz Stowarzyszenie „Zalew” z prezesem Edwardem Książkiem na czele. Mogliśmy do woli korzystać z kąpieliska i jego zaplecza. Dziennikarze lokalnej telewizji przynieśli podarki dla koni – worek marchewki i cukier. Tego dnia odwiedziło nas wielu mieszkańców miasta. Dziennikarze nie odstępowali nas na krok, fotografując wszystko, co z nami związane.

O godz. 18.00 na łące obok kąpieliska, odbyło się kilka pokazów. Publiczność dopisała. Wystąpili wszyscy nasi zbrojni rycerze, zaprezentował się również waleczny Michał Uglorz ze swym ojcem – Czarnym Rycerzem. Kulminacją programu był pokaz kaskaderki konnej w wykonaniu Roberta Rozwoda. Robert na swoim ogierze pokonywał ogniste przeszkody, co było niezwykle spektakularnym widowiskiem.

Wieczorem wielu z nas przygotowało swe legowiska na łące, co okazało się wielce nietrafionym pomysłem, bowiem nad Kutnem po północy rozpętała się wielka wichura z grzmotami i błyskawicami. Wartownicy i inni mężczyźni zabezpieczyli przed ulewą i wiatrem nasz sprzęt obozowy. Byliśmy totalnie przemoczeni. Tej nocy niewielu z nas zasnęło ponownie.

  20090707209.jpeg


6 lipca 2009 r. Łęczyca

Miłe przyjęcie włodarzy miasta i dyrekcji Muzeum na zamku oraz urokliwe miejsce, wspaniałe do rozbicia obozowiska, zachęciło nas do pozostania w murach zamku jeszcze jednego dnia. Dwudniowy popas na zamku sprzyja wypoczynkowi koni i jeźdźców, wyleczeniu drobnych kontuzji, wymyciu się i wypraniu kropierzy (i nie tylko ) oraz nabraniu sił do dalszej drogi. Na razie kończę, ponieważ w powietrzu unosi się zapach pieczonek. Czas na posiłek.

Z Łęczycy wyjechaliśmy w upale ok. godz. 11.30. Przy asyście policji udaliśmy się w kierunku Kutna. Pobyt w Łęczycy wspominamy bardzo miło, ze względu na ciepłe przyjęcie oraz miłą atmosferę w murach zamku.

 

DSC_0564.jpeg DSC_0604.jpeg DSC_0622.jpeg DSC_0634.jpeg DSC_0635.jpeg DSC_0565.jpeg DSC_0577.jpeg DSC_0581.jpeg DSC_0583.jpeg DSC_0594.jpeg   DSC_0613.jpeg   DSC_0624.jpeg 20090706188.jpeg 20090706189.jpeg 20090706202.jpeg

 


5 lipca 2009 r. Borysew - Poddębice - Pełczyska (Wola Niedźwiedzia) - Łęczyca

Znowu upał. Wyruszyliśmy z Borysewa ok. godz. 13.00 do Poddębic. Tam zatrzymaliśmy się na chwilę na Rynku, by udać się dalej w kierunku Łęczycy. Popołudniowy popas został zorganizowany w połowie drogi do miasta Boruty – w Pełczyskach. Dokładnie na trzynastym kilometrze. Dzięki uprzejmości Tadeusza Pielesiaka mieliśmy wodę dla koni z jego gospodarstwa.

Dalsza droga była już przyjemniejsza, ponieważ słońce, które doskwierało nam od kilku dni, schowało się za chmurami. Niestety, okazało się to zdradliwie, ponieważ, kiedy minęliśmy tabliczkę z napisem „Łęczyca”, zaczął padać drobny deszczyk, który przy wjeździe na zamek w Łęczycy, zamienił się w wielką ulewę.

Na łęczyckim zamku mimo deszczu czekało na nas wielu turystów, którzy chcieli zobaczyć to wielkie przedsięwzięcie. Zainteresowanie było ogromne, gdyż nasz przyjazd był tutaj również dobrze nagłośniony. Plakaty wisiały na wielu słupach, tablicach ogłoszeniowych, płytach oraz drzwiach restauracji. Ekipa przygotowawcza z Alicją Bieliz na czele, przed przyjazdem jeźdźców rozdawała ulotki i plakaty, informując turystów o szczegółach wyprawy. Jeźdźcy wjechali na zamek bardzo zmoknięci. Przywitali ich burmistrz Krystyna Pawlak oraz dyrektor Muzeum – Andrzej Borucki. Dzięki uprzejmości tych osób, zostaliśmy dobrze nakarmieni, a konie otrzymały wszystko, co potrzebne do popasu. Dziedziniec zamkowy zamienił się w nasze obozowisko. Szybko postawiliśmy nasze namioty historyczne oraz przygotowywaliśmy się do wielkiej uczty. Urząd Miasta ufundował nam dzika, a ucztę w historycznej oprawie pod zadaszeniem przygotowała ekipa Czarnego Rycerza z Ogrodzieńca. Dzisiaj do ekipy dołączył Jaśmin – Andrzej Urbański.

 

20090705177.jpeg 20090705181.jpeg DSC_0559.jpeg 20090705174.jpeg DSC_0524.jpeg DSC_0546.jpeg DSC_0558.jpeg DSC_0560.jpeg


4 lipca 2009 r. Sieradz - Rossoszyca - Borysew

Z Sieradza wyjechaliśmy o godz. 11.00. Przed nami 42 km do Borysewa. Znowu upał. Droga męcząca, gdyż nie zawsze jest możliwość jazdy pod drzewami lub w lasach. Zainteresowanie naszym przemarszem jak zwykle wielkie. Ludzie wychodzili z domów, dzwonili do siebie, wołali i machali do nas. Chcieli nas częstować kołaczami. Kierowcy przez radio informowali siebie nawzajem i zachęcali do zobaczenia tego nadzwyczajnego zjawiska. Rowerzyści, motocykliści i kierowcy samochodów osobowych przejeżdżali obok nas kilkakrotnie się wracając, by zrobić ciekawe zdjęcia. Wszyscy zainteresowani otrzymywali od nas plakaty i ulotki, biorą ich nawet po kilka, by rozdać rodzinie.

Popas południowy został przygotowany przez naszą ekipę tym razem w Rossoszycy, na terenie cegielni Michała Masłowskiego. Dzięki uprzejmości właściciela mieliśmy świeżą wodę dla koni. Kolejnym przystankiem była Adamka, gdzie na stacji benzynowej Robert Rozwód dla żartu „zatankował” wóz kasztelana Franciszka.

Pod wieczór przybyliśmy do Borysewa pod Poddębicami. Tam czekał na nas oryginalny nocleg na terenie prywatnego zoo-Safari Andrzeja Pabicha – przyjaciela kasztelana Jagielskiego. Zdziwienie wielbłądów, bawołów, zebry i innych 60 gatunków parzystokopytnych, było wielkie, kiedy na teren ich spokojnego dotychczas zoo, przybyła kolorowa karawana. Właściciel zoo przygotował dla nas ogromny teren z zagrodami, wodę oraz pożywienie dla koni. Zostaliśmy przyjęci bardzo gościnnie. Mięsiwa różnego rodzaju nie zbrakło dla nikogo. Był to jeden z ciekawszych popasów, gdyż wieczorny spacer w towarzystwie tygrysów i wiecznie gapiących się strusi jest na pewno niezapomniany.

Tego dnia kasztelan Franciszek oznajmił nam smutną wieść – koza Maryśka wyjechała do Łodzi i nie będzie już nam towarzyszyć w dalszych trudach podróży. A szkoda.

Rycerstwo, choć zmęczone, miało jeszcze trochę siły, by w towarzystwie gospodarzy zaśpiewać przy gitarze kilka pieśni rycerskich i ułańskich.

20090704143.jpeg 20090704147.jpeg 20090704158.jpeg 20090703140.jpeg DSC_0287.jpeg DSC_0293.jpeg DSC_0318.jpeg DSC_0327.jpeg DSC_0355.jpeg   DSC_0366.jpeg DSC_0373.jpeg DSC_0379.jpeg DSC_0380.jpeg DSC_0414.jpeg DSC_0422.jpeg DSC_0481.jpeg   DSC_0361.jpeg DSC_0515.jpeg DSC_0517.jpeg


3 lipca 2009 r. Siedliska - Złoczew - Sieradz

Poranek – oj, jak trudno wstawać, kiedy ma się przed sobą kolejne kilometry trasy. Jednakże jeźdźcom z każdym dniem coraz lepiej wychodziły przygotowania, stąd każdy doskonale wiedział, co ma robić, by sprawnie udać się w dalszą drogę.

Po śniadaniu wyruszyliśmy do Złoczewa. Tam, podczas popołudniowego popasu miał nas przywitać burmistrz, mieszkańcy oraz reporterzy TVP. Do miasta, przy pilotażu policji wjechaliśmy ok. godz. 12.00. Burmistrz Antoni Kucharski wraz z radnymi Beatą Świdnicką i Andrzejem Koniecznym przywitali nas bardzo uroczyście chlebem i solą. Następnie skierowano nas na teren Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie na konie czekała świeża woda, siano i owies. Natomiast uczestnicy wyprawy zostali zaproszeni do pięknych sal pałacu, na nas prawdziwą ucztę przy świecach. Popołudniowy popas trwał trzy godziny. Z nieba „lał się” skwar, dlatego dobrze było schować się w cieniu drzew. Wojowie zaprezentowali ciekawy pokaz walk, natomiast Ewa Wawoczny rozdawała plakaty i foldery, informujące o wyprawie i dofinansowaniu z pieniędzy unijnych. Dzieci i dorośli ustawiali się w kolejce po nie.

W tym czasie grupa kwatermistrzowska przygotowywała następny „przystanek”, a koordynator wyprawy Andrzej Efendi Kościuk opracowywał kolejny etap przemarszu.

Do Sieradza dotarliśmy w wielkim upale pod wieczór, po godz. 19.00. Nocny popas został przygotowany na Wzgórzu Zamkowym i pod sieradzkim skansenem, w bardzo malowniczym miejscu. Tam też chlebem i miodem przywitał nas prezydent miasta w asyście Sieradzkiego Bractwa Rycerskiego. Powitało nas również wielu mieszkańców, którzy otrzymali od nas ulotki i foldery. Spotkaliśmy się z ogromnym zaciekawieniem i sympatią z ich strony. Jeden z mieszkańców przez cały poranek szukał dla naszych koni podków, które przywiózł z sąsiedniej wioski. Dzisiaj w Sieradzu pozostali: Witold Jagiełło i Michał Ludwiczak z dziewczyną. Już niebawem na ich miejsce dołączą kolejni jeźdźcy.

Wieczorem na kufrach z wozów taborowych przygotowaliśmy wieczerzę, odbyła się też narada dotycząca spraw organizacyjnych i przy śpiewie Gucia, Gienia i Wuja ułożyliśmy się do snu „pod chmurką”.

 

20090630113.jpeg 20090702130.jpeg 20090702131.jpeg 20090702134.jpeg 20090703136.jpeg 20090703138.jpeg 20090703139.jpeg 20090703140.jpeg DSC_0078.jpeg DSC_0092.jpeg DSC_0122.jpeg DSC_0135.jpeg   DSC_0143.jpeg DSC_0170.jpeg DSC_0205.jpeg   DSC_0264.jpeg
DSC_0127.jpeg DSC_0139.jpeg DSC_0221.jpeg


2 lipca 2009 r. Byczyna - Siedliska

Byczyna – średniowieczny gród.

Od rana trwały przygotowania do dalszej drogi. Z końmi jak zwykle wiele pracy – w końcu na Grunwald miało jechać ok. 20 wierzchowców. Aby tego nie było mało, w podróż wybrała się również mała koza Esmeralda. Punktualnie o godz. 10.00 wszyscy byli gotowi do wyjazdu. Piętnastu jeźdźców na swych koniach oraz trzy wozy taborowe ciągnięte przez sześć koni ruszyło drogą polną w kierunku Polanowic, aby punktualnie o godz. 11.00 stawić się pod ratuszem na uroczyste pożegnanie. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, jednakże pogoda pokazała swe pazurki – z nieba lunęły strugi deszczu. Pożegnanie przez mieszkańców Byczyny z burmistrzem Ryszardem Grünerem na czele było bardzo wzruszające i uroczyste. Trudno było rozpoznać, czy po policzkach byczynian płynęły łzy wzruszenia czy krople deszczu. Burmistrz wręczył nam na drogę słodkie sztabki złota.

Nadszedł czas wielkiej próby – do przejścia był jeden z najdłuższych odcinków. Konie i ich jeźdźcy w strugach deszczy wyjechali z Byczyny. Tuż za Byczyną poprawiła się aura. Przestało padać. Jeźdźcy uradowali się wielce, gdyż jazda w pełnym uzbrojeniu w deszczu nie należała do łatwych i przyjemnych. Pogoda na tym etapie trasy nie rozpieszczała jednakże uczestników wyprawy, gdyż zamiast deszczu zaczął lać się z nieba wielki żar.

Kilkanaście kilometrów za Byczyną zatrzymaliśmy się pod laskiem na pierwszy popas i posiłek. Następnie w wielkim upale minęliśmy Czastary i Walichnowy.

Po 56 kilometrach, ok. godz. 16.30 przybyliśmy na miejsce nocnego popasu w Siedliskach. Tam też dzięki uprzejmości Józefa Gały i Marii Idaszek z Siedlisk mogliśmy skorzystać z pięknej łąki pod lasem, na której rozbiliśmy obozowisko oraz napoiliśmy konie. Dzięki pani Krystynie Kasandrze z Dąbiów mieliśmy świeże siano dla koni.

Jeźdźcy przybyli na miejsce zmęczeni i usatysfakcjonowani jazdą. Mieszkańcy mijanych wiosek i miasteczek przyjmowali uczestników wyprawy bardzo mile, machali do nas, podziwiali, fotografowali. Wszyscy wychodzili ze swoich domów, by obejrzeć pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Europie. Rozdawaliśmy też plakaty i ulotki informujące o dofinansowaniu projektu przez Unię Europejską.

Na postoju, po rozstawieniu namiotów, nastał czas wypoczynku oraz podsumowania trasy. Wtedy też nasza maskotka koza Esmeralda – otrzymała nowe miano „Maryśka” – tak ją nazwał kasztelan inowłodzki – Franek Jagielski. Odwiedziło nas wielu mieszkańców Siedlisk, Lututowa i okolic, przybył do nas również burmistrz Byczyny. Przy dźwiękach gitary żegnaliśmy kolejny dzień wyprawy. A jutro pobudka wcześnie rano…

 

 

P7021066.jpeg P7021067.jpeg P7021068.jpeg P7021078.jpeg P7021079.jpeg
P7021069.jpeg P7021070.jpeg P7021071.jpeg P7021072.jpeg
P7021073.jpeg P7021074.jpeg P7021075.jpeg P7021076.jpeg   P7021080.jpeg P7021081.jpeg P7021082.jpeg P7021083.jpeg P7021084.jpeg P7021085.jpeg P7021107.jpeg P7021104.jpeg P7021086.jpeg P7021089.jpeg P7021090.jpeg P7021092.jpeg P7021094.jpeg P7021087.jpeg P7021088.jpeg    P7021091.jpeg   P7021093.jpeg   P7021095.jpeg P7021096.jpeg P7021097.jpeg P7021101.jpeg P7021102.jpeg P7021098.jpeg P7021099.jpeg P7021100.jpeg   P7021103.jpeg P7021105.jpeg P7021106.jpeg   P7021108.jpeg

 


30 czerwca 2009 r. ZLATE HORY

P6301045.jpeg P6301042.jpeg P6301041.jpeg P6301014.jpeg P6301009.jpeg P6300999.jpeg 20090630113.jpeg