Wybierz język:
Gród Byczyna Panorama miasta Byczyna

sisms.png

 

Historia

Byczyna to miejscowość, której historia sięga zamierzchłych czasów. Najprawdopodobniej dogodne warunki naturalne tego terenu spowodowały, że już ludy wędrowne przed 4 tys. lat chętnie tu koczowały. Świadczą o tym znalezione w okolicach Byczyny, Gołkowic czy Roszkowic krzemienne ostrza i kamienne siekiery. Przypuszczalnie życie osiadłe rozpoczęło się tu w epoce żelaza. W czasie rozkwitu osadnictwa plemiennego przez terytorium ziemi kluczborskiej przebiegała północna część pasa puszcz zwanego przesieką, rozdzielającego Śląsk Górny i Dolny. Podział ten utrwalił się na dobre w XII w. Okolice Byczyny, zamieszkiwane przez plemię Opolan, należały do Górnego Śląska.

 11 (2).jpeg  

Dokument z 23 VII 1359 r.
Zbiory Archiwum Państwowego we Wrocławiu

Dokładna data powstania samej Byczyny nie jest znana. Przyjmuje się, że miejscowość ta jest rówieśniczką państwa polskiego. W zapiskach Jana Długosza znaleźć można informację, że w czasie chrystianizacji Śląska założono pierwszą sufraganię biskupią w Smogorzewie koło Namysłowa, która w 1041 roku przeniesiona została do Byczyny, a stąd dopiero w 1052 roku do Wrocławia.

12 (2).jpeg  

Michał Stachowicz
Zbiory Urzędu Miejskiego w Byczynie

Nazwa miejscowości wywodzi się od staropolskiego wyrazu byczyna - oznaczającego miejsce hodowli i wypasu byków. Na przestrzeni wieków używano różnej pisowni tej nazwy - od Byczyny poprzez Byscina, Biczin, Byczyn, Pyschyn do niemieckiej Pitschen.

13 (2).jpeg  

Pocztówka z 1909 r. Ob. ul. Zamoyskiego
Zbiory WUOZ w Opolu

Pierwotnie miasto należało do Księstwa Wrocławskiego. W roku 1293 w okresie walk o sukcesję po Henryku IV Probusie zostało odebrane Henrykowi V Grubemu przez księcia Henryka Głogowskiego. Od tej pory Byczyna przechodziła z rąk do rąk często jako zastaw. W latach 1341-1348 była we władaniu króla Kazimierza Wielkiego, który zamienił ją wraz z Kluczborkiem, w roku 1356 z królem czeskim Karolem IV na księstwa mazowieckie. Karol IV przekazał Byczynę i Kluczbork swojemu teściowi Bolkowi II świdnickiemu, a ten z kolei odstąpił owe miasta książętom opolskim - Władysławowi II i Bolkowi III. Spór wynikły między książętami opolskimi doprowadził do wykupienia zastawionych miast przez Ludwika I brzeskiego. Za jego zwierzchnictwa pojawia się w dokumentach pierwsza, pisana informacja o radzie miejskiej Byczyny (1383) choć z pewnością istniała już wcześniej, podobnie rzecz się miała i z wójtem byczyńskim.

14.jpeg 

Pocztówka z 1899 r. Wyd. E. Schönbor
Zbiory Urzędu Miejskiego w Byczynie

          W XIV wieku miasto było żywym ośrodkiem kultury, a wielu byczynian zajmowało poczesne urzędy i sprawowało godne funkcje. Henryk z Byczyny był w roku 1314 Burmistrzem w Brzegu, a w następnym roku funkcję konsula w tym mieście pełnił Heymannus także z Byczyny. Z Byczyny również pochodził Piotr, kanonik na dworze Ludwika I brzeskiego, autor "Kroniki książąt polskich" - co zostało odnotowane w 1374 r.

 15.jpeg 

Pocztówka z 1915 r. Ob. ul. Stawowa
Zbiory Urzędu Miejskiego w Byczynie

W słynnym gimnazjum byczyńskim kształcił się Jan Kapusta-Herbinius, autor licznych dzieł napisanych w języku polskim i łacińskim. Na początku XV wieku Mikołaj z Byczyny był studentem, a następnie profesorem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Zresztą w latach 1400-1433 na tej uczelni studiowało 21 studentów pochodzących z tego terenu. Nieco później, byczyński pastor Süssenbacha (1622) dokonał przekładu i wydał pierwszy, polski katechizm Lutra.

16.jpeg  

Pocztówka
Zbiory prywatne

Wracając jednak do panów tych ziem to po śmierci Ludwika I brzeskiego w posiadanie objął je brat Henryka IX, książę brzeski Ludwik II. Ten rozrzutny władca pozostawił Byczynę wraz z Kluczborkiem i Wołczynem (1413) księciu oleśnickiemu Konradowi VII Białemu i pozwolił miastom złożyć mu hołd. Jednak dzięki korzystnemu zbiegowi okoliczności (mieszczanie legniccy dostarczyli pieniędzy na wykup zastawionych miast), Ludwik II brzeski stał się w roku 1420 ponownie ich właścicielem. Niedługo się cieszył z odzyskania swych posiadłości, będąc bowiem niewypłacalnym, oddał Byczynę i Kluczbork w zastaw książętom opolskim, którzy władali nimi przez kilka następnych dziesięcioleci, a byli to kolejno: Bernard niemodliński (do 1449 r.), Mikołaj I opolski (1449-1476) oraz Mikołaj II i Jan III (do 1488 r.). Książęta ci prowadzili bezwzględną eksploatację tych ziem, co po zniszczeniach z okresu wojen husyckich doprowadziło mieszkańców miasta i okolicy do ubóstwa. Upadek pogłębiło pustoszenie całej okolicy przez rycerzy rabusiów przez co i kupcy w obawie przed rabunkiem omijali te ziemie. Stabilizacji nie sprzyjała też ówczesna sytuacja polityczna. Walki między zwolennikami i przeciwnikami Jerzego z Podiebradu czy Macieja Korwina powodowały ciągłe przemieszczanie się wojsk, które także przy okazji łupiły okolicę. W 1471 Byczynę i Kluczbork obsadziły zdążające do Pragi wojska Władysława Jagiellończyka. W 1488 r. Fryderyk I brzeski, dzięki racjonalnej gospodarce i korzystnym układom wykupił z rąk Opolczyków Byczynę i Kluczbork za 16 tys. guldenów. Ale jego następcy już w 1506 roku odsprzedali te miasta Janowi Opolskiemu. Śmierć tego bezdzietnego władcy w 1532 roku położyła kres opolskiej linii Piastów, a jego księstwo objął król czeski Ferdynand I Habsburg. W 1536 r. Ferdynandowi II brzeskiemu udało się ponownie nabyć Byczynę i Kluczbork. Od tej pory miasta te pozostały w posiadaniu książąt brzeskich aż do wygaśnięcia tej dynastii wraz ze śmiercią Jerzego Wilhelma (1675). Wówczas przeszły ostatecznie pod panowanie Habsburgów.
Tak więc wiek XV nie był łaskawy dla Byczyny. Ciągłe zmiany właścicieli pociągały za sobą zmiany prawodawstwa, przez co ludność była zdezorientowana i żyła w ciągłej niepewności. Nie lepszy był także wiek XVI. Pogranicze, na którym leżała Byczyna było bardzo niespokojne. Rabunki i pożary nękały mieszkańców.

17.jpeg  

Pomnik poległych podczas I wojny światowej. Pocztówka z 1925 r.
Zbiory przywatne p. Skupin

W latach dwudziestych XVI wieku dotarła do Byczyny fala reformacji, a miejscowy ksiądz Albert Opala przeszedł w 1532 roku na luteranizm. Był on ostatnim w tym czasie księdzem katolickim w miasteczku i zarazem pierwszym pastorem ewangelickim. Wraz z nim większość mieszkańców Byczyny przeszła na protestantyzm. Fryderyk II brzeski w roku 1534 w swoim księstwie zażądał od księży przyjęcia nauki Lutra pod rygorem wygnania, zaś w roku następnym wygonił oponentów. Tymczasem w okręgu byczyńskim książę z niewiadomych powodów pozostawił katolików w spokoju jeszcze przez kilka lat. Prawdziwą walkę o wprowadzenie reformacji na tym terenie rozpoczął w latach 1542-1550, starosta byczyńsko-kluczborski, Henryk Falkenberg. Jednak jego następca Kasper Koschembar-Schkorkowsky oszczędzał katolików nie popierając zbytnio pastorów.
Reformacja potwierdziła fakt przewagi w tym regionie Polaków, co zmuszało protestantów do uszanowania woli ludności i odprawiania praktyk religijnych w tym właśnie języku. Umocniła ona również władzę książęcą, ograniczając prawa samorządu miejskiego. Książę był nie tylko zwierzchnikiem politycznym ale też głową kościoła luterańskiego. W 1581 r. Jerzy II brzeski polecił sporządzić nowy urbarz Byczyny.

01.jpeg  

Zbiory przywatne p. Skupin

Byczyna zapisała się w historii jako miejsce triumfu oręża polskiego. Pod jej murami 24 stycznia 1588 r. hetman Jan Zamojski (1542-1605) rozbił wojska pretendenta do tronu polskiego, arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, choć geneza tych wydarzeń leżała daleko poza Byczyną, walka odbyła się właśnie tutaj. Po nieudanych próbach zdobycia Krakowa Maksymilian wycofał swe wojska na Śląsk, w celu ich reorganizacji i uzupełnienia oraz przygotowania nowego ataku. Tutaj, na polach między Roszkowicami, a Byczyną wojska arcyksięcia, liczące około 6 tys. ludzi, zostały zmuszone przez zbliżającą się od strony Sierosławic, równą im liczebnie armię polską do przyjęcia bitwy. Usytuowanie terenu sprzyjało Maksymilianowi, który ulokował swój sztab na pod byczyńskim Wzgórzu Krzyżowym, dominującym nad otoczeniem. Atakujące oddziały polskie zmuszone były kierować się pod górę. Z nastaniem krótkiego, zimowego dnia w niedzielę oddziały obu szykujących się do bitwy stron stanęły naprzeciw siebie: Polacy od wschodu, Austriacy od zachodu, mając za plecami warowne mury Byczyny. Rozpoczął się atak. Przemyślana ze wszystkimi szczegółami przez Zamojskiego taktyka walki oddziałów pod dowództwem Aleksandra Koniecpolskiego i jazdy pod dowództwem Mikołaja Urowieckiego doprowadziła do zdziesiątkowania szeregów austriackich i powstania w nich paniki, która w krótkim czasie przerodziła się w ucieczkę. Widząc przegraną, Maksymilian wraz ze sztabem pośpiesznie opuścił pole bitwy, chroniąc się w obwarowaniach Byczyny. Polacy otoczyli miasto uniemożliwiając opuszczenie go przez Maksymiliana. Ten, osaczony, poddał się 25 stycznia wieczorem, wywieszając białą flagę na znak kapitulacji. Zamojski bawił w Byczynie jeszcze kilka dni, kiedy opuszczał miasto jako triumfator, za nim w powozie zaprzężonym w dwa białe konie jechał w żałosnym nastroju Maksymilian, a dalej ciągnęli inni jeńcy. Maksymilian spędził w honorowej niewoli niecały rok, po czym został wypuszczony na wolność. Przedtem jednak musiał się wyrzec pretensji do tronu polskiego, co też uczynił. Choć w bitwie pod Byczyną brała udział przede wszystkim jazda i trwała ona bardzo krótko (ok. 1-2 godz.), to zginęło w niej ponad 3000 ludzi, a szkody jakie ponieśli mieszkańcy w jej wyniku i wznieconych pożarów oszacowano na 168 392 talary. Miejsce walki do dziś nazywane jest przez okoliczną ludność - piekłem. W ten sposób Zamojski zrealizował swój plan i osadził na tronie polskim Zygmunta Wazę, którego koronacji dokonano w Krakowie 27 grudnia 1587 r.

02.jpeg  

1957 r. Fot. Z. Fiuk
Zbiory WUOZ w Opolu

Zabudowa Byczyny w XVI wieku to drewniane, kryte gontem lub słomą domy. Dlatego też częstym zjawiskiem były pożary, w których mieszkańcy tracili dobytek. Byczyna płonęła w 1512, 1563 i 1588 roku.W roku 1594 miasto wraz z przedmieściami liczyło ok. 200 domów, w których żyło 1400 mieszkańców. Rozwijało się rzemiosło i handel. Do kasy miejskiej wpływały pieniądze od rzemieślników, kramarzy i z posiadłości ziemskich. Wydatki obejmowały natomiast utrzymanie administracji miejskiej, funkcjonowanie szkoły protestanckiej, remonty budynków użyteczności publicznej.
Miasto wchodziło powoli w XVII wiek, który rozpoczął się wybuchem groźnej zarazy, dziesiątkującej przez dwa lata ludność. Zahamowało to na krótko rozwój rzemiosła, ale nie przeszkodziło w potwierdzaniu przywilejów kolejnym cechom i zwiększaniu liczby ław. Zjawiskiem charakterystycznym w rzemiośle XVII w. było powstawanie zbiorowych cechów, grupujących rzemieślników niemieckich. Najprawdopodobniej nie chciano ich przyjmować do polskiej braci cechowej. W 1615 r. powstał w Byczynie taki właśnie cech zrzeszający powroźników, bednarzy, rymarzy, siodlarzy, stelmachów i stolarzy. W drugiej połowie XVII wieku Byczyna liczyła łącznie ok. 180 mistrzów różnych rzemiosł.

03.jpeg 

1957 r. Fot. Z. Fiuk
Zbiory WUOZ w Opolu

Jednym z najważniejszych wydarzeń XVII w. była wojna trzydziestoletnia (1618-1648), prowadzona pomiędzy zwolennikami protestantyzmu (Unia) i katolicyzmu (Liga). Jej pierwsza faza ominęła Śląsk. Ale później dały się we znaki przemieszczające się przez ten teren i rabujące wojska to jednej to drugiej strony oraz straszliwy głód, jaki panował głównie w roku 1630. Ponadto w czasie trwania tej wojny miasto okupowali również Sasi (1633) i Szwedzi (1646). Wreszcie nadszedł upragniony przez wszystkich koniec działań wojennych. Na mocy pokoju westfalskiego (1648) kończącego trzydziestoletnią wojnę przyznano m.in. księstwu brzeskiemu i oleśnickiemu, a tym samym Byczynie i najbliższej okolicy, wolność wyznania luterańskiego. W mieście obowiązywała ordynacja policyjna nadana przez władze austriackie. Później funkcjonowała podobna ordynacja pruska. Przepisy policyjne i głoszone nauki kościelne miały głównie na celu podniesienie bezpieczeństwa mieszkańców i ich morale, ukrócenie rozwiązłego trybu życia, który panował w czasie wojny trzydziestoletniej. Na XVII w. przypada rozkwit byczyńskiej szkoły, która powstała najprawdopodobniej w połowie XVI w. W czasie jej istnienia dbano o poziom kwalifikacji przyjmowanych nauczycieli. Największą sławę zdobył kierujący szkołą w latach 1657-1661 rektor Jan Herbinius - byczynianin. Organizacja kierowanej przez niego szkoły była jak na owe czasy nowatorska. W 1660 r. szkoła posiadała 5 klas. Na czele klasy pierwszej, najwyższej stał rektor, klasą drugą kierował kantor (przewodnik chóru w kościele ewangelickim, nauczyciel), a klasy trzecią, czwartą i piątą prowadził audytor (duchowny, nauczyciel), któremu czasem pomagał nauczyciel zatrudniony dodatkowo. Szkoła liczyła w tym czasie ponad 100 uczniów. Nie była to szkoła ludowa lecz gimnazjum z wykładowym językiem polskim.

04.jpeg 

Lata 50 XX w.
Zbiory WUOZ w Opolu

Czasy pruskie spowodowały upadek byczyńskiej szkoły. Ciekawostkę może stanowić fakt, że w 1820 roku za rektoratu Wilhelma Schreibera, nauczyciela niemieckiego z Kluczborka, w byczyńskiej szkole przez jeden rok pobierał naukę Jan Dzierżon. Zagarnięcie Śląska przez Prusy nie przerwało jego łączności z Polską ale spowodowało dalsze wynaradawianie ludności, wprowadzenie w życie publiczne języka niemieckiego, zwiększenie podatków. Tak było również w Byczynie. Następowało coraz większe zróżnicowanie ludności zwłaszcza pod względem majątkowym. Budownictwo Byczyny w pierwszej połowie XVIII wieku było nadal drewniane. Sprzyjało to pożarom. W listopadzie 1719 roku bardzo groźny pożar wybuchł w restauracji położonej w rynku. Ogień rozszerzał się szybko obejmując wkrótce 21 domów mieszkalnych, 7 innych obiektów oraz ratusz, w którym spłonęły dokumenty miejskie. Najgroźniejszy jednak w dziejach Byczyny pożar miał miejsce 13 lipca 1757 roku, kiedy to spłonęło niemal całe miasto - ocalał jedynie kościół. Po pożodze tej specjalna komisja królewska oceniła straty i opracowała plan odnowy miasta. Odbudowę rozpoczęto wkrótce wznosząc tym razem domy murowane. Na potrzeby budownictwa w tym okresie w Byczynie i najbliższej okolicy pracowało aż 7 cegielni. Tak więc Byczyna stała się miastem murowanym, a pożary od tej pory należały do rzadkości. Okoliczne wsie nadal trawione były przez ogień dopóki nie zmieniono na przełomie XIX i XX wieku ich zabudowy z drewnianej na murowaną. Wojna francusko-pruska z 1806 roku nie wyrządziła żadnych strat Byczynie i najbliższej okolicy, a dotychczasowa administracja pruska miasta złożyła przysięgę na wierność cesarzowi Napoleonowi. Miasto i okoliczne wsie odczuły natomiast ciężary związane z rekwizycjami i kontrybucją francuską.

05.jpeg 

1957 r. Fot. Z. Fiuk
Zbiory WUOZ w Opolu

Pierwsza połowa XIX wieku to czas przebudowy wsi - reforma uwłaszczeniowa i dążenie chłopów do ostatecznej likwidacji pańszczyzny oraz innych powinności feudalnych. Pretensje i żądania chłopów na tym tle doprowadziły do wprowadzenia na terenie powiatu kluczborskiego stanu wyjątkowego. Obwieszczenie władz o tym fakcie ukazało się w języku polskim, co świadczyło niezbicie, że obszar ten zamieszkiwany był przez Polaków. Tak więc język polski utrzymywał się mimo że od chwili zaboru Śląska przez Prusy czynniki urzędowe dokładały wszelkich starań, by szerzyć niemczyznę na obszarach zamieszkiwanych przez ludność polską. Od początku XIX wieku wyłącznym językiem nauczania w szkołach elementarnych był język niemiecki, ale statystyki jakie prowadzono w okresie daleko posuniętej germanizacji mówią także o uczniach posługujących się wyłącznie językiem polskim i uczniach dwujęzycznych, którzy niemieckim posługiwali się w szkole, a polski wyniesiony z domu stosowali na własny użytek. Wiek XIX, a szczególnie jego druga połowa, przyniósł Byczynie i najbliższej okolicy poważne zmiany. Przede wszystkim wytyczono ostatecznie (26 maja 1818 r.) na rzece Prośnie granicę między Prusami, a Królestwem Polskim. W drugiej połowie tegoż wieku wybrukowano wszystkie ulice w mieście, a chodniki i krawężniki wyłożono płytami granitowymi, które częściowo zachowały się do dnia dzisiejszego. Powstały drogi bite łączące Byczynę z innymi miejscowościami. Rozpoczęto budowę linii kolejowej Kluczbork - Byczyna - Kluczbork, utworzono połączenie telefoniczne z czterema miejscowościami. Miasto zelektryfikowano na początku XX wieku. Tak, więc Byczyna wkroczyła w nowoczesność. Jednak nadchodząca wojna (1914-1918) zahamowała rozkwit miasta. Nastąpiła mobilizacja dużej liczby mężczyzn do wojska. Wielu z nich w niej zginęło.

06.jpeg 

Lata 50 XX w Fot. Pęgowski
Zbiory WUOZ w Opolu

Tuż po zakończeniu działań wojennych na Śląsku zaczęły powstawać polskie rady ludowe podporządkowane Naczelnej Radzie Ludowej w Poznaniu. Zaczęto rozważać kierunki polityki Polaków zamieszkałych w zaborze pruskim zmierzające do oderwania Górnego Śląska od Rzeszy. W tej sytuacji władze niemieckie podjęły szereg przedsięwzięć utrudniających taką działalność aż do ogłoszenia na terenie rejencji opolskiej w styczniu 1919 roku stanu wyjątkowego. W nadzwyczaj trudnych warunkach odbył się 20 marca 1921 roku plebiscyt, który wypadł niekorzystnie dla Polski na całej ziemi kluczborskiej. Przyczyny takiego stanu rzeczy były wielorakie. Tak więc ziemia kluczborska wraz z Byczyną pozostała po 1922 roku w granicach Niemiec. W okresie międzywojennym miasto borykało się z trudnościami gospodarczymi. Utrata rynku zbytu na towary, zwłaszcza rolne, powodowała ubożenie mieszkańców. Powszechnie uprawiany "szmugiel" na tym granicznym terenie ustał dopiero wiosną 1939 roku tj. w okresie koncentracji w okolicach Byczyny wojsk hitlerowskich, które miały zaatakować Polskę. W sierpniu 1939 roku stosunki polsko-niemieckie stawały się coraz bardziej napięte. Dla nikogo nie było tajemnicą, że zaatakowanie Polski przez hitlerowską Rzeszę to tylko kwestia czasu. Strona niemiecka skrupulatnie przygotowywała się do agresji. Coraz to nowe jednostki wojskowe, głownie pancerne, lokowane były przy granicy z Polską. Tak było i pod Byczyną. Pobliski las kluczowski stwarzał dogodne warunki do koncentracji wojsk niemieckich i maskowania tych poczynań. Stąd później wyprowadzono jedno z głównych uderzeń na Łódź i Warszawę. Równolegle do przygotowań militarnych Niemcy prowadzili szeroko zakrojoną akcję propagandową o rzekomych prześladowaniach Niemców zamieszkałych w Polsce oraz pozorowane napady "band polskich" na placówki niemieckie. Poczynania te miały "usprawiedliwić" atak na Polskę. Prowokacje niemieckie były codziennością. W dniu 1 września 1939 roku, o godzinie 4.45 wojska niemieckie zaczęły wkraczać na most łączący oba brzegi granicznej Prosny. Rozpoczęła się wojna. W pierwszym jej okresie każdy sukces militarny Niemców oznajmiany był w Byczynie biciem dzwonów kościelnych. Z czasem jednak, w miarę napływania z frontu niemieckiego coraz gorszych wiadomości dzwony umilkły. Wojska niemieckie ponosiły klęski, a linia frontu zaczęła się przybliżać do miasteczka. Tuż przed styczniową ofensywą radziecką mieszkańcy zaczęli opuszczać miasto.

07.jpeg 

1955 r. Fot. S. Nagietowicz
Zbiory WUOZ w Opolu

18 stycznia nadeszło wyzwolenie. W wyniku działań wojennych miasto zostało poważnie zniszczone. Powstała tymczasowa administracja radziecka. Pierwszymi Polakami, którzy przybyli do Byczyny w celu organizowania polskich instytucji byli kolejarze. To właśnie kolej i poczta były pierwszymi po zakończeniu działań wojennych instytucjami użyteczności publicznej w Byczynie. Utworzenie posterunku MO oznaczało wprowadzenie polskiej władzy cywilnej. Zaczęli przybywać coraz bardziej masowo przesiedleńcy i repatrianci. Zaczął się nowy okres w dziejach Byczyny.  Dziś jest powszechnie uznawana za jedno z najciekawszych miast Opolszczyzny. Zachowane prawie w całości mury obronne z XV i XVI wieku otoczone fragmentem fosy, dwie wieże bramne (Polska i Niemiecka) zlokalizowane na wschodnim i zachodnim krańcu miasta, baszta Piaskowa (XVI w.), ratusz - obecna siedziba władz lokalnych - z przełomu XV i XVI czy też kościoły: gotycki, ewangelicki z końca XIV w. i barokowy, parafialny z 1767 r. oraz jeszcze wiele innych zabytków nadają miastu niepowtarzalny urok.

Zdjęcia z wystawy "J. Banik Byscina – Pitschen – Byczyna Śladami przeszłości"


Historia - wersja skrócona


 Historia Małego Księcia